Powitania nigdy nie były moją mocną stroną, więc od razu przejdę do konkretów. Proszę zapoznać się z regulaminem- w tedy zorientujecie się dokładnie o co chodzi z Aurorami Pióra. Blog ciągle w budowie, ale nie mam zamiaru czekać z jego rozpoczęciem. Na sam początek mój pierwszy tekst :D
Jeżeli ktoś czytał opowiadanie na blogu ja-ty-i-ognista.blog.onet.pl znajdzie w tym tekście wiele powiązań, ale również wiele nieścisłości (jednak znajomość treści tego opowiadania nie jest konieczna).
W tekście nie ma dialogów (specjalnie). Styl trochę jak nie mój (chciałam, żeby czytelnik utożsamił się z głównym bohaterem) i ogólnie wyszło mi zbyt romantycznie (jak na mnie). Pewnie zauważycie brak akapitów w miejscach w których powinny być (również specjalnie). Nie jestem mistrzem interpunkcji, więc proszę mnie nie winić za przecinki w złych miejscach. To chyba wszystko :) Zapraszam od lektury i oczekuję szczerą opinię ;p
NIEPOKONANI
"Gdy emocje już opadną
Jak po wielkiej bitwie kurz
Gdy nie można mocą żadną
Wykrzyczanych cofnąć słów..."
W sklepie jest tłoczno jak w ulu, ale ty czujesz pustkę, gdy patrzysz na miejsce za ladą zajmowane teraz przez Ashley. Blondynka bardzo się stara, ale nie jest w stanie zastąpić Freda. Uśmiecha się do ciebie. W odpowiedzi otrzymuje grymas odzwierciedlający ból jaki w sobie nosisz. Podświadomie próbujesz ją tym odstraszyć. Ona jednak nie daje za wygraną. Zaciskasz zęby i odwracasz wzrok.
Uparcie twierdzisz, że nikt nie jest w stanie zrozumieć twojego cierpienia.
Przyglądasz się jak Amanda kołysze w ramionach malutkiego chłopca. Wiesz, że Kevin nigdy nie pozna ojca. Masz wyrzuty sumienia. Mimo że nigdy nie lubiłeś Blue, teraz oferujesz swoją pomoc- jesteś jej to winny.
Fredowi również jesteś to winny, bo nigdy nie wspierałeś ich w trudach jakie pokonywali.
Pomagasz Amandzie, ale sam odtrącasz dłonie innych. Denerwują cię współczujące spojrzenia i słowa pociechy. Uciekasz od odpowiedzialności, zamykając się w waszym pokoju... NIE!
Teraz to już tylko twój pokój, bo łóżko Freda na zawsze pozostanie puste.
Wciąż powtarzasz, że każdy może mieć zły humor. Ciebie łapie on jednak zbyt często. Robisz Ginny awanturę. Smarkata uważa, że jej kłótnie z Harry to poważny problem. Twierdzisz, że ona tak naprawdę nic nie wiem. Nawet nie starasz się zrozumieć. Trzaskasz drzwiami pokoju jak zbuntowany nastolatek- teraz już wszyscy wiedzą, że nie życzysz sobie, aby ci przeszkadzano.
Tylko jedna osoba bezczelnie lekceważy zasady i wpycha się prosto w paszczę smoka.
Nie widziałeś jej kilka miesięcy. Kiedy teleportowała się po waszej kłótni, nawet nie miałeś czasu na wyrzuty sumienia. Teraz wracają wspomnienia tamtego dnia- zniszczony zamek, na błoniach rozłożone namioty Uzdrowicieli i pełno rannych. Alex pomagała jako ochotniczka. Robiła wszystko by uratować Freda, a ty bezwstydnie oskarżyłeś ją o jego śmierć. Dziewczyna nie skończyła w tedy jeszcze Hogwartu o studiach medycznych nie wspominając, więc niepotrzebnie wierzyłeś, że może sprawić cuda.
Tylko się zawiodłeś.
Alex patrzy na ciebie tymi swoimi wielkimi, szarymi ślepiami. Spodziewasz się zobaczyć w nich współczucie, ale dostrzegasz tylko żal i smutek. Coś ściska cię w gardle i nie możesz wypowiedzieć słowa, chociaż miałeś ochotę na nią nawrzeszczeć. Dziewczyna robi krok w twoją stronę, siada na łóżku i milczy.
Już wiesz, że znów ci wybaczyła.
***
Wspominasz pierwszy dzień szkoły z przed kilku lat. Pierwszy raz ją w tedy ujrzałeś. Stała na peronie w towarzystwie Lizzie, Amandy i Kevina. W przeciwieństwie do rozgadanego rodzeństwa milczała i czujnie rozglądała się w koło. Podeszliście z Fredem do rodziny Blue. Twój brat zaczął flirtować z Amandą. Nie dziwiłeś mu się- w prawdzie ruda dziewczyna cię irytowała, ale nawet ty musiałeś przyznać, że mogła się podobać. Od razu wyróżniała się z tłumu, czego nie można było powiedzieć o jej 11-letniej siostrze. Mała, trochę wystraszona, wciąż lustrowała wszystkich wzrokiem. Czarne, długie włosy miała związane w ciasny warkocz. Nie spodobała ci się.
Nie pamiętasz dokładnie o czym z nią w tedy rozmawiałeś, ale to ty wymyśliłeś przezwisko "Wrona", którym później była nękana.
Kolejne wspomnienie, które udaje ci się wygrzebać w pamięci to Bal Bożonarodzeniowy, który odbywał się, gdy uczyłeś się w 6 klasie. Poszedłeś na niego sam, bo Fred sprzątnął ci Angelinę z przed nosa. Nie pamiętasz dokładnie z kim była Alex. Chyba zaprosił ją jakiś Bułgar. W każdym razie, gdy zobaczyłeś ją w tedy, sam przed sobą musiałeś przyznać, że nawet Amanda nie wyglądała tak ślicznie. Dopiero w tedy dotarło do ciebie, że polubiłeś tę Wronę. Kiedy Fred pobił Swana, ty wyszedłeś za Alex. Pokłóciliście się w tedy o jakąś głupotę i po prostu musiałeś ją przeprosić. Złapałeś ją na czwartym piętrze. Nie chciała rozmawiać. Płakała. Zbliżyłeś się do niej i... całowaliście się.
Tylko ty wiedziałeś, że to był twój pierwszy raz.
Po tym incydencie zmieniłeś się nie do poznania. Merlin wie ile kobiet przez ciebie płakało. Skończyłeś szkołę o Alex zupełnie zapomniałeś. Wszystko zmieniło się, gdy wróciłeś żeby wziąć udział w bitwie. Ona nie walczyła, była na to za młoda, ale kiedy tylko wszystko ucichło wróciła by pomóc rannym. Przyglądałeś się jak podchodzi do ciała Freda, którego wszyscy uważali za martwego, zagryza wargę i sprawdza jego oddech, puls i bicie serca. Pamiętasz ciche "on żyje". Nie rozumiałeś w tedy co się dzieje, ale nadzieja znów odżyła, gdy Alex szukała pomocy. Nikt jej nie pomógł. Eliksiry, których niepewnie używała, pomogły tylko wam dłużej wierzyć w cud. To trwało tylko parę godzin. Gdy w końcu wstała, po twarzy ciekły jej łzy. Zareagowałeś instynktownie- chwyciłeś ją za ramiona, mocno potrząsłeś, krzycząc słowa, których teraz żałujesz. W twoim głosie było tyle nienawiści i rozpaczy. odepchnęła cię i uciekła.
To było kilak miesięcy temu.
Zdawało ci się, że widziałeś ją na pogrzebie. Na pogrzebie, na który sam nie chciałeś iść. Zdawało ci się, że dostrzegłeś ja przez łzy, które bezczelnie pchały ci się do oczu. Przez łzy, którym za nic nie pozwoliłeś popłynąć. Nie byłeś pewny czy to ona. Wolałeś wmówić sobie, że nie chciała nawet przyjść by pożegnać kogoś kto był jej tak bliski.
Wciąż nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo się myliłeś.
***
Mija czas, życie powoli wraca do normy. Kupujesz dom w Dolinie Godryka by być blisko Amandy i Kevina. Kochasz tego rocznego urwisa jak własnego syna. Blue przyzwyczaja się do twojej obecności, a ty zastanawiasz się czy czasem się nie oświadczyć. Szybko odganiasz od siebie tę myśl.
Nawet gdybyś robił to dla Freda, czułbyś wyrzuty sumienia.
Siedzisz w kuchni i pijesz herbatę zaparzoną przez Amandę. Kevin leży na kocyku pod ścianą i bawi się pluszową zabawką. Nie odrywasz od niego wzroku. Nagle podnosi się bez niczyjej pomocy, robi chwiejny krok i upada. Mimowolnie się uśmiechasz i bierzesz go na ręce. Nie płacze. Nagle drzwi do kuchni otwierają się z rozmachem i do środka wpada Alex. Z początku jej nie rozpoznajesz. Zniknął gdzieś długi, ciasny warkocz, a ona sama jakby dorosła. Nie jest już mała Wrona, a dorosła Alexandrą. Po pierwszym szoku jaki sprawił ten widok, zbierasz się na odwagę, która nagle gdzieś uciekła i pytasz o powód jej powrotu. W końcu od jej ostatniej wizyty minął prawie rok. W tym samym momencie do kuchni wchodzi Amanda. Jest niemniej zdziwiona niż ty. Najwyraźniej ona również długo jej nie widziała. Powtarza twoje pytanie. Alex spuszcza głowę. jest zażenowana, bo tak bezczelnie sie na nią gapisz. Cicho zdradza, że przyjęli ją do najlepszej akademii medycznej w Anglii. Jesteś trochę zaskoczony. Wiedziałeś, że dziewczyna dobrze się uczy, ale nie sądziłeś, że zdobędzie się na tak odważny krok. Sama zawsze powtarzała, że jest tchórzem. Kiedy siadacie przy dębowym stole, uśmiechasz się do niej szczerze i równie szczerze gratulujesz jej sukcesu. Ona też się uśmiecha i również robi to szczerze. Zaczynacie rozmawiać. Przez ostatni rok dużo się w waszych życiach zmieniło. Oboje dojrzeliście i czujesz, że jeśli znów wyjedzie będzie ci jej bardzo brakować, ale ona oznajmia, że nie chce opuszczać Anglii. Nie wie tylko, gdzie będzie mieszkać, bo do rodziców nie zamierza wracać. Proponujesz, że może zostać twoją współlokatorką.
Od razu się zgadza.
Układ jaki zawarliście bardzo ci odpowiada. Ona, pomiędzy wykładami gotuje i sprząta, a ty zarabiasz pieniądze. Myślisz, że mogłoby to trwać dłużej, ale ona upiera się, że chce iść do pracy. Pomimo dodatkowych zajęć, wciąż dba o ciebie, tak jak to kiedyś robiła mama. Czujesz się trochę głupio, bo oprócz dachu nad głową nic jej nie dajesz, ale nie umiesz przekonać jej do rzucenia pracy.
Nie pamiętasz, kiedy zrobiła się taka uparta.
Mija rok, a ty przyzwyczajasz się całkowicie do wysprzątanego mieszkania, ciepłego obiadu i pełnej lodówki. pewnego, jesiennego dnia przechodzisz obok jubilera i odruchowo kupujesz pierścionek.
Od tamtej pory nosisz go ciągle przy sobie, ale nie potrafisz zdobyć się na ten jeden krok.
Listopad jest mroźny i deszczowy. Alex wchodzi do mieszkania cała przemoczona i wita cię kichnięciem. Kręcisz głową z politowaniem, bo znów zapomniała parasola. Udaje, że tego nie dostrzega, suszy się zaklęciem i oznajmia, że zaraz zrobi kolację. Powstrzymujesz ją i prowadzisz do salonu. Stół jest nakryty, a na jego środku stoi zapalona świeca. Sadzasz zdumioną kobietę na krześle i zajmujesz miejsce na przeciw. W ciszy jecie przygotowane przez twoja mamę spaghetti. Bardzo się denerwujesz, chociaż za nic byś się do tego nie przyznał. Alex odkłada sztućce i patrzy się na ciebie z oczekiwaniem. Wie, że bez okazji nie przygotowałbyś czegoś takiego. Czujesz, że nie możesz stchórzyć. Mama i Amanda, które wtajemniczyłeś w swój plan, nie darowałyby ci tego. Wyjmujesz z kieszeni małe pudełeczko w kształcie serca. jest ci gorąco i duszno. Ręce trochę ci się trzęsą. Alex już wie o co chodzi. Uśmiecha się do ciebie, ale wciąż czeka na to jedno pytanie. Nabierasz pewności siebie, klękasz przed nią i pytasz czy zechce zostać twoją żoną. Po chwili całujecie się tak jak po Balu Bożonarodzeniowym.
A może nawet lepiej...
Stwierdzasz, że ostatnio zbyt często się denerwujesz. Teraz stoisz przy ołtarzu małego kościoła. Obok Lee uśmiecha się do ciebie. Bierzesz głęboki wdech dla uspokojenia. W tym samym momencie organista zaczyna grać marsza weselnego i do środka wchodzi szef biura aurorów prowadząc swoja najmłodszą córkę. Uśmiechasz się, bo twoja przyszła żona wygląda pięknie, mimo że jej suknia jest raczej skromna. Alex dochodzi do ołtarza. Ona nie potrafi ukryć zdenerwowana.
Uspokaja się dopiero, gdy jest juz po wszystkim.
Wracasz po pracy do domu i ze zdziwieniem stwierdzasz, że w kuchni nie ma śladu, ani kolacji, ani Alex. Odkładasz teczkę na stół i ruszasz na poszukiwania. Odnajdujesz swoją żonę w waszej sypialni, odwróconą w stronę okna. Gdy zbliżasz się do niej dostrzegasz łzy na bladych policzkach. Zaniepokojony pytasz co sie stało. Zdławionym głosem odpowiada, że zostaniesz ojcem.
Nie wiesz co odpowiedzieć.
Trzymasz w ramionach małego człowieka. Twojego syna. Jesteś nim zachwycony. Alex staje obok. Uśmiecha się. Oboje zgadzacie się co do imienia.
Fred patrzy na ciebie swoimi niebieskimi oczami i czujesz się tak, jakbyś odzyskał część samego siebie.